Pod wpływem książki "Kryształowy anioł" Grocholi (radiowe audycje Sary), zajrzałam na stronę o testach na zwierzętach i zamarła. Mój świat nie jest wcale taki cudowny. Ludzie są potworami. Nie dostaliśmy monopolu na życie w szczęściu na tej planecie, a tak się zachowujemy. Uzurpujemy sobie prawo do decydowaniu o cierpieniu bądź nie zwierząt. I w imię czego? - nowszego, lepszego kremu do twarzy, środka do mycia podług itp. Rozumiem, że są badania ratujące życie nas, Panów tej planety. Ale przecież gro tych badań (pseudo badań) nie służy temu, tylko uatrakcyjnieniu czy upiększeniu samego siebie. A co z naszą empatią? Przecież te zwierzątka cierpią fizycznie i psychicznie. Chce mi się płakać, płakać i płakać. Aż wstyd powiedzieć, że nie zdawałam sobie do końca z tego sprawy. Owszem, coś tam słyszałam, coś tam do mnie docierało, ale tylko coś tam. A przecież w dobie internetu nie trudno dowiedzieć się co to są testy na zwierzętach. I z taką samą łatwością, jak sięgnięcie po produkt testowany w ten sposób (zamiast za pomocą metody alternatywnej), powinno nam przyjść robienie czegoś dla ratowania tych zwierząt. Co robić? Cokolwiek, byleby nie być obojętnym. I pomyśleć, że moja córka marzy o pracy na rzecz poprawy niedoli zwierząt, a ja nic nie robię. Owszem nie noszę futra. Ale tylko tyle. Sprawdziłam, że są oznakowania kremów i innych produktów, które nie są testowane na zwierzętach. To znaczek małego króliczka. Od dziś będę szukała takich produktów. Może chociaż tak ulżę doli tych biednych, małych braci naszych. Wiem, że są też ludzie, którzy kochaja zwierzęta - bo tak łatwo je kochać. Niczego od nas nie chcą, ich miłość jest taka bezinteresowna. Oby było nas jak najwięcej.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Chlebek po raz pierwszy
sobota, 29 sierpnia 2009
Moje Szczęście
czwartek, 27 sierpnia 2009
"Kryształowy anioł"
środa, 26 sierpnia 2009
Ciasteczka z maszynki
Tak sobie pomyślałam, że pokażę Nice, jakie ciasteczka pamiętam z lat mojego dzieciństwa. Uwielbiałam całą zabawę związaną z ich przygotowaniem, kręceniem ciasta przez maszynkę do mięsa, pieczeniem i oczywiście kosztowaniem. Zabawa była przednia (szczególnie dla mnie) a pomagała mi Nika i jej koleżanka Klaudia. Postanowiłam te ciasteczka z dzieciństwa troszkę urozmaicić, więc zrobiłam cztery rodzaje. Tradycyjne maślane, makowe. orzechowe i z wiórkami kokosowymi (moje ulubione!)
wtorek, 25 sierpnia 2009
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Wojciech Cejrowski
Wybraliśmy się do Olsztyna, mimo niezbyt zachęcającej pogody. Kupiliśmy to i owo, zjedliśmy dobre ciastko i rewelacyjną kawę w Restauracji Filmowej i.... niespodzianka. Na starówce dłuuuuga kolejka. Oczywiście poszliśmy zobaczyć "za czym kolejka ta stoi" a ONA stała po książki Wojciecha Cejrowskiego - też stanęliśmy. Uwielbiam tego podróżnika. Każdy odcinek jego serialu jest rewelacyjny, taki niekonwencjonalny i tyle można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. W rzeczywistości Pan Wojtek nie różni się niczym od "Wojtka z telewizora". Wysoki, opalony, w kolorowej (szytej na miarę)koszuli i z dużym dystansem do siebie i otaczającego świata, podbarwionym sporą dawką sarkazmu i asertywności. Cieszę się, że go spotkałam a zdjęcie zrobił Pan Mąż (więc je wykorzystuję) dla swojego chrześniaka Bartka, który dopiero co chwalił się nam, że w Gdańsku widział Wojtka Cejrowskiego, że kupił książkę i płytę i... że bardzo, bardzo lubi go i jego filmy (a Bartuś ma 6 lat). Więc my pędzimy z niespodzianką, że był i w Olsztynie i czekał na NIEGO. Teraz ja czekam, może przyjedzie do mojego miasta i kupię płytę - niestety w Olsztynie były tylko książki..jpg)

.jpg)
środa, 12 sierpnia 2009
Przyjaciółka?
Patrzę na moją córkę i nie mogę się nadziwic, jak się zmienia. Długo na nią czekaliśmy, a gdy już Bóg dał nam małą "Fasolkę" pod moim sercem, stałam się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i tak zostało. Pamiętam, że po urodzeniu nie spałam całą noc w szpitalu i nie chciałam włożyc Jej, jak robiły to inne mamy, do łóżeczka stojącego obok mojego łóżka szpitalnego, tylko leżała koło mnie a ja płakała, płakałam, płakałam patrząc na mój mały Cud. Rozkochała mnie w sobie jeszcze będąc w moim łonie i tak już pozostało. Od 12 lat piszę w rocznicę Jej urodzin list, o tym co zdarzyło się przez rok jej życia. To pozwala mi, bym nie utraciła ani chwilki z jej życia, bym ja nie zapomniała, a ona kiedyś sobie przypomniała czas, gdy była małą i beztroską dziewczynką. Ona i mój kochany Mąż są moim największym szczęściem i motorem napędowym wszystkiego co robię. A ten rok był wyjątkowy. Pojechałam na wakacje z 12-lenią córką a wróciłam z Córką-Przyjaciółką. W tym roku zbliżyłyśmy się do siebie tak bardzo. Było mi z Nią tak dobrze i jest nadal. Ma niesamowite poczucie humoru (w tatę) i bardzo, bardzo wysoki poziom wariactwa. Wszelkie gagi, kawały, cytaty filmowe są niesamowicie trafne i bardzo nas rozbawiają. Jednocześnie potrafi tak "dorosło" rozmawiac, doradzic, zmienic mnie - zagorzałego twardziela, kroczącego utartymi ścieżkami - że czasami nie mogę uwierzyc, że ma dopiero 12 lat. Życzyłabym wszystkim takiego dziecka. Jest jednocześnie moją malutką dziewczynką, która jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę, że jest już małą, piękną kobietką, skrywającą się, jak kwiatek w pączku, w ciele małej dziewczynki. Ja jestem bardzo empatyczna i emocjonalna - więc często i gęsto wzruszam się. Ale jednocześnie jestem bardzo impulsywna i nie dużo potrzeba bym się uniosła. Nika i jej tata zawsze maja na mnie sposób i rozbrajają mnie, jak saperzy bombę. Mężuś mówi zaraz coś w stylu "...i co z tego, że się złościsz, ja i tak bardzo cię kocham" i mocno obejmuje mnie, a ja czuję się wtedy taka malutka i bezpieczna. Nika ma inny sposób, gdy nie ma jej taty, to Ona przejmuje ster i serwuje mi różową tabletkę typu "... Mamuś to Ja, twój Cud, zapomniałaś?!" Kocham ICH.
Mój Cud, gdy miała 4 miesiące i słynnego w rodzinie "irokeza" na głowie, którego nie była w stanie "przyklepac" żadna oliwka.
Roczna córcia w wianku z koniczyny - 
i w papilotach.
5 latek - na basenie na wczasach.
wtorek, 11 sierpnia 2009
Nowy nabytek
Moje szafki będą musiały pomieścić nowe skarby. Z wakacji przywiozłam (oczywiście oprócz uzbieranych nad morzem muszli) obrus od oferującej swe prace Bośniaczki - który mężuś stargował więc był w naprawdę w dobrej cenie. Drugi nabytek to świeczniki. Podobne, tylko dużo większe widziałam w jednym z kadrów filmu "Dobry rok", a że ostatnio podobają mi się rzeczy nieco w stylu prowansalskim czy toskańskim, więc dostałam takoweż, w prezencie od mojej drugiej połówki. Do tego mój ulubiony likier "Kruśkowac" (o niesamowitej nutce gruszek) i wieczór staje się nostalgiczny, nastrojowy i cudowny.




Wazonik nabyłam za grosze w w "Piotrze i Pawle".
Wazonik nabyłam za grosze w w "Piotrze i Pawle".
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Nowa? szafka na buty
Dużo miałam pracy w ten weekend na Mazurach, gdyż od jakiegoś czasu naprawiam (choć to może zbyt górnolotnie powiedziane) szafkę na buty. Kupiliśmy ją zaraz po przeprowadzce do nowego mieszkania, czyli minęły już 2 lata. Niestety, nie spodobała się Lady i obdrapała cały front. Jakiś czas tak mieszkaliśmy a szafeczka robiła za staroć ze strychu ale zainspirowana blogiem domistyl.blogspot.com/ i cudami, które wychodzą spod ręki Falli i jej mamy, postanowiłam sama spróbować reanimować szafkę. Co z tego wyjdzie? - jeszcze nie wiem. Jak na razie zaangażował się w pomoc mój tata i to jest w tym najpiękniejsze. Przyjemnie było popracować razem z tatą, tym bardziej, że obydwoje mieliśmy przy tym dużo frajdy i zabawy. Mój ukochany zaś przygotował strawę dla nas wszystkich, byśmy po trudach (i jednak wielkiej przyjemności) mogli upajać się smakiem, zapachem i widokiem jego kolejnej próby podbicia naszych serc: "Wołowinką po burgundzku w farfalach". Było pyszne.











piątek, 7 sierpnia 2009
Błękitnooki rozrabiaka
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)